Strict Standards: Only variables should be assigned by reference in /home/furcio/domains/furcio.pl/public_html/modules/mod_i4hosting_likebox/mod_i4hosting_likebox.php on line 9

6 motocykli, 7 państw, 5300 km w 13 dni - naszraciborz.pl

Dwóch z nich to managerowie w dużych firmach, jeden jest górnikiem, inny właścicielem firmy, dwóch z nich to informatycy. Co ich łączy? Wspólna pasja - motocykle i dalekie wyprawy. Olo, Furcio, Denat, Stefan, Maciek i Eddie, niedawno zakończyli wyprawę motocyklową prowadzącą przez 7 państw.

Zimno, gorąco, deszcz. Adrenalina. Organizm pracuje na pełnych obrotach, pełna koncentracja. Przez 2 tygodnie nie myśleli o pracy. Każdego kolejnego dnia wyprawy budzili się i nie wiedzieli, który to dzień tygodnia, która godzina. Nie wiedzieli też gdzie będą nocować. Jak wyglądała ich wyprawa?

Na początku był pomysł
Po pomyśle przyszedł czas na jego realizację. Przygotowania do tej wyprawy trwały cały rok. Wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik, głównie jeśli chodzi o motocykle. Dodatkowe wyposażenie, kufry, torby i sakwy, a do tego cały sprzęt związany ze wzajemną komunikacją i bezpieczeństwem. Check lista zawierała ponad 100 pozycji. Każdy miał swoją rolę w jej powstaniu. Chodziło o to, aby wziąć ze sobą wszystko co niezbędne i ani jednej rzeczy za dużo. Nowe mapy papierowe i nowe mapy załadowane w urządzenia GPS. Absurdalnie, jedną z najważniejszych rzeczy wyposażenia jest... suszarka. Ale nie po to, aby sobie wieczorem ułożyć fryzurę, tylko po to, aby po całodziennej jeździe w deszczu było jak wysuszyć kaski, rękawice i buty.

Z Raciborza wyjechali 14 czerwca z samego rana. Od początku nie mieli szczęścia do pogody. Pierwsza awaria - problem z elektryką - zdarzyła się już w Wodzisławiu Śląskim. Szybko udało się usterkę naprawić, ruszyli dalej. Pierwszego dnia dojechali do Augustowa. 700 km drogi w pełnym deszczu. Jednak niektórym nie było aż tak wesoło. Pierwszą w życiu motocyklową gumę Maciek złapał kilometr od hotelu w Augustowie. Na szczęście bagaże do hotelu zawieźli towarzysze wyprawy. - Hubert, nasz nowy kolega z Augustowa, szybko zorganizował pomoc i naprawę. Drugiego dnia z rana założyłem koło i mogliśmy ruszać dalej - powiedział Maciek.

Pierwsza granica
Wjazd na Litwę. Jakie wrażenia? - Bardzo podobało nam się to, że kierowcy na Litwie ładnie ustępują miejsca motocyklom, co jest rzadko spotykane w Polsce. Byliśmy naprawdę pod wrażeniem ich kultury na drodze - stwierdził Denat. Następny był wjazd do Łotwy. Co w tym kraju podobało im się najbardziej? - Ryga. Bardzo piękne miasto – przyznali motocykliści. - Nie możemy nie wspomnieć o wspaniałym łotewskim, niefiltrowanym piwie, które piliśmy na starym mieście w Rydze - dodał Denat.

Trzeciego dnia rano wyruszyli w stronę Tallina. - Po drodze postój zrobiliśmy na plaży, wzbudzaliśmy tam swoim strojem powszechne zainteresowanie. Woda w Bałtyku była naprawdę zimna - powiedział Furcio. Dojechali do Tallina. Noc spędzili w jednym z hoteli – przy okazji zobaczyli mecz Czechy - Polska. Rano przywitała ich deszczowa aura, ale w końcu to nic nowego. W porcie zdobyli ostatnie 6 biletów na prom Viking Line do Helsinek. Stacja Helsinki. Miasto przywitało ich (jakby inaczej) deszczem. - Kolację w Helsinkach zjedliśmy na chodniku. Ceny w tym mieście dosłownie zwalają z nóg, dlatego podjęliśmy decyzję o tym, by całą noc jechać do Rosji, a zaoszczędzone na noclegu pieniądze przeznaczyć na coś innego - wyjaśnił Furcio. Dzięki temu, że w Finlandii są tzw. białe noce mogliśmy wiele zobaczyć jadąc właśnie nocą w kierunku Sankt Petersburga. W sumie w trakcie całej naszej wyprawy przyjęliśmy zasadę, by jak najmniej spać, jak najwięcej zwiedzać i poznawać nowych ludzi i nowe miejsca - dodał Maciek.

Rosja
- Na granicy musieliśmy wypełnić mnóstwo dokumentów, pogoda znów nam nie sprzyjała, było zimno, 4 stopnie na plusie, a wiadomo, Rosjanie chcą wiedzieć o wjeżdżających do ich państwa wszystko - stwierdził Maciek. Rano dotarli do Sankt Petersburga. Zatrzymali się na nocleg u księdza, w domu polskim, praktycznie w centrum miasta. I o dziwo właśnie tam za nocleg i śniadanie zapłacili najwięcej. Co w Sankt Petersburgu podobało im się najbardziej? - Wszystko. Odrestaurowane zabytkowe kamienice naprawdę robią spore wrażenie, tak samo Sobór Zmartwychwstania Pańskiego, tzw. Cerkiew na Krwi – powiedział Furcio. - Sankt Petersburg to miasto, przy którym wszystko inne blednie. To jest nr 1, prawdziwa Perła Północy - dodał Denat. Drugi dzień w Petersburgu również poświęcili na zwiedzanie. Z Petersburga wybrali się do Moskwy. - Ze względu na liczne remonty dróg mieliśmy problem z wyjazdem z Petersburga. Na szczęście istnieją przyjaźni ludzie. Podjechał biker, który wyprowadził nas na drogę na Moskwę - podkreślił Denat. - Jeśli chodzi o ruch w Rosji, to są tam bardzo nerwowi kierowcy, wyprzedzanie poboczem to norma. Motocykliści jeżdżą tam bez kasków i tablic rejestracyjnych, widocznie nie muszą ich mieć - stwierdził Olek

Wreszcie ósmego dnia docierają do Moskwy. Jest Moskwa, jest i kolejna "przygoda". Na miękkiej szutrowej nawierzchni parkingu przewraca się motocykl Maćka. Lusterko złamane. Co teraz? Oczywiście i w Moskwie nie brakuje chętnych do udzielenia wsparcia naszym bikerom. Z pomocą przyszli Maćkowi Bikers Brothers MC RUSSIA. Następnego dnia lusterko było jak nowe. Właściciel knajpy dla bikerów, przy której się zatrzymali załatwił kolegom motocyklistom z Polski gościnę 30% taniej. Co ich zaskoczyło w Moskwie? - Plac Czerwony. Jest zdecydowanie mniejszy niż go sobie wyobrażaliśmy. Jest wielkości mniej więcej sześciu raciborskich rynków - śmieją się nasi rozmówcy. Po całodziennej jeździe w deszczu docierają z Moskwy do Smoleńska. 11 dnia wyprawy wyruszyli do Katynia. - Katyń zrobił na nas ogromne wrażenie. Tablice z nazwiskami pomordowanych polskich oficerów, krzyże, wagony, którymi transportowano oficerów do Katynia. Bardzo dużo Rosjan zwiedza Katyń I oddaje cześć pomordowanym polskim oficerom. My również minutą ciszy i uderzeniem w dzwon oddaliśmy hołd poległym - powiedział Maciek. Byli też w miejscu katastrofy smoleńskiej. - Na początku Smoleńsk zrobił na nas bardzo militarne wrażenie - stwierdził Furcio. - Już na wjeździe do miasta spotyka się czołgi z okresu II wojny światowej. Oczywiście teraz stanowią one element dekoracyjny przy rogatkach miasta – dodał.

Czas na Ukrainę
- Tu poczuliśmy się jak w domu. Ceny w porządku, ludzie otwarci, czuliśmy się naprawdę bezpiecznie, jak u siebie - powiedział Denat. - Wielką krzywdę robi Wojewódzki swoimi opiniami obywatelom Ukrainy, powinien się tam wybrać, zobaczyć, poznać ich, a potem komentować - dodał. - W ubiegłym roku również byliśmy na Ukrainie, drogi były okropne. W tym roku Euro 2012 i wszystkie drogi nowe. Aż wstyd jak wjeżdżaliśmy do Polski, gdzie drogi wyglądają jak ogromny plac budowy - powiedział Maciek. - Nie udało nam się dostać do zamkniętej strefy Czarnobylu. Czas oczekiwania na przepustkę to minimum 10 dni, a i tak można wjechać tylko autobusem z wycieczką - wyjaśnił Furcio. Następnego dnia dotarli do Lwowa. Tu już było ciężko. Czas spędzony na zwiedzaniu, długa jazda motocyklem, brak snu, to wszystko dawało im się we znaki. Czas na powrót do domu. Na granicy ukraińsko-polskiej wszystko przebiegło szybko i sprawnie.

27 czerwca o 22.00 docierają do Raciborza. Za nimi ponad 5300 km drogi. Jaka była ich pierwsza myśl po powrocie? GDZIE JEDZIEMY ZA ROK? :) - Na Ukrainę - stwierdzili zgodnie.

Dlaczego właśnie Wschód? - Na zachodzie wszystko jest przewidywalne, poukładane, brakuje elementu zaskoczenia - wyjaśnił Maciek. - Polecamy wszystkim taką wyprawę, można tam jechać bez jakichkolwiek obaw - dodał Denat. Na zakończenie warto dodać, że nasza ekipa wybrała się na tę wyprawę ciężkimi motocyklami, którymi zwykle jeździ się na zloty. Jaki mają sprzęt?

Olek - Honda VTX 1300
Furcio - Suzuki VZR 1800
Denat - Yamaha XV 1600 Custom
Eddie - Yamaha Roadstar 1700
Stefan - Yamaha Warrior XV1700
Maciek - Yamaha Fazer

Sylwia Prusowska

Źródło: http://www.naszraciborz.pl/site/art/0-/0-/23875-6-motorow--7-panstw--5300-km-w-13-dni.html